Obóz harcerski nie dla wegetarian :(

Powiedzmy to sobie szczerze: nie wszyscy ludzie są wegetarianami. Jak radzimy sobie w kontaktach z wszystkożernymi?
puszczyk
Posty: 1849
Rejestracja: wt 28 paź, 2003
Lokalizacja: posen

Post autor: puszczyk » wt 21 lut, 2006

Ja jestem za pokojowym rozwiązaniem problemów rodzinnych. Wierzę, że wszystko można sobie wyjaśnić spokojnie, dużo rozmawiając. I babcia będzie zdrowa i zwierzęta całe.

Awatar użytkownika
Marcelka
Posty: 23
Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
Lokalizacja: Sopot
Kontakt:

Post autor: Marcelka » śr 22 lut, 2006

Dora z Gdańska pisze:Nie jestem fanatyczką i wpojono mi taki system wartości, że gdyby się tak zdażyło, że
stanęłabym przed wyborem - babcia ( jej spokój, zdrowie-życie) a zwierzęta, wybrałabym napewno babcię.


pozdrawiam


Od razu życiem??? Ale wytłumacz mi z jakiego powodu mogłaby umrzeć??? Ze ty nie jesz mięsa i ona tego nie rozumie?? Przepraszam jak cie uraziłam, ale ja po prostu nie rozumiem??



P.s. czemu sie nie zarejestrujesz??

Mirka
Posty: 366
Rejestracja: pt 05 lis, 2004
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Mirka » pt 24 lut, 2006

Marcelka pisze:Od razu życiem??? Ale wytłumacz mi z jakiego powodu mogłaby umrzeć???

Różne są stopnie natężenia nieporozumień rodzinnych i różne mogą być skutki dla zdrowia , szczególnie starszych osób. Sama obserwuję jak w totalnym stresie, w związku z nieporozumieniami na tle wege funkcjonuje (i oddala się od siebie) znajoma rodzina.
Sadzę, że osiągnięcie zdrowia fizycznego, nie jest możliwe, bez życia w harmonii z najbliższym i dalszym otoczeniem ( rodziną, ziemią, zwierzętami, roślinami itp.) i przestrzegania praw moralnych, nie dręcząc nikogo i niczego.
Jeśli jesteśmy katolikami, nasze świeckie życie regulują przykazania Boże (m.in. czcij ojca swego i matkę swoją...). Szereg zaleceń Nowego Testamentu jest kopią podobnych zaleceń z „Bhagawadgity”.
Wyznawcy innego Boga wierzą, że los człowieka, m.in. jego zdrowie zależą od naszych karmicznych działań i odpowiedzi na nie. Działania egoistyczne, obrazy, nagromadzenie nieodpowiednich zachowań w stosunku do innych ludzi tworzą czarna karmę, która wraca do nas warunkując nasz los i nasze zdrowie.

No ale to tak na marginesie.

Ania D.
Posty: 1415
Rejestracja: śr 10 mar, 2004
Lokalizacja: stąd

Post autor: Ania D. » pt 24 lut, 2006

Ważne też jest, by nie dać się zniewolić (to trochę mocno powiedziane, ale taki jest sens) innym. Jeśli pozwolę bliskim na decydowanie, co ma jeść Pawełek i jak mają nas karmić, to z naszym zdrowiem nie będzie dobrze. To dla mnie jest miłość - szanuję Ciebie, Twoje wybory, ale Ty szanuj mnie i moje wybory. Kocham rodziców, ale miłością nie jest ślepe posłuszeństwo. Nie może być tak, że dorosłym dzieciom wybiera się ich ścieżki życia, którymi mają posłusznie podążać. Pomijam oczywiście różne patologie. A widzę np. u swoich rodziców teraz dużą chęć wybierania mi jedynie słusznej drogi. Wiele lat byłam samodzielna, od czasów szkolnych zarabiałam na siebie i swoje potrzeby, nigdy nie pożyczałam od nich pieniędzy, a bywały okresy, że po opłaceniu rachunków zostawało mi na życie miesiecznie ok. 100 zł. Nie da się ukryć, że było ciężko. Rodzice nie wiedzieli o tym, bo uznałam, że jestem na tyle samodzielna, że powinnam sobie sama radzić. Ale dlaczego o tym piszę - wydawałoby by się, że powinni byli przekonać się, że dawno już dorosłam, nie popełniam głupstw, raczej staram i starałam się żyć rozsądnie. Nigdy nie było ze mną problemów, więc tym bardziej dziwi, że nagle zaczynają wchodzić i mówić mi, jak mam żyć. Mogę się dziwić, że tyle lat mojego życia, moich wyborów i postępowania nie jest dla nich wskazówką, że działam rozsądnie, tym bardziej, gdy w grę wchodzic zdrowie i życie dziecka. Dbałam o siebie, tym bardziej będę dbała o moje dzieci.

Nowa :D

Post autor: Nowa :D » pn 20 mar, 2006

a ja już jakiś czas jeżdżę i jakoś nie mam z tym problemów - oczywiscie zdarzaja sie zarty na temat mojej odmienności ale wszyscy jednak wiemy ze to tylko i wylacznie zarty :lol: szkoda ze wam sie tak źle trafilo... chociaż własciwie to bardzo mało osób o moim wegetarianiźmie wie i wcale nie chce tego rozpowiadac wiec, raczej nie ma kto sie ze mnie smiac czy wytykac palcami no.. cuzje ze troche moja ypowiedz poplatana ale.. :D mam nadzieje ze zrozumiecie o co mi chodizlo :P

Awatar użytkownika
kasienka
Posty: 3701
Rejestracja: śr 08 wrz, 2004
Lokalizacja: Z tamtąd

Post autor: kasienka » czw 30 mar, 2006

Ania D., bardzo mi się podoba to co napisałaś...Powodzenia:)
Ostatnio zmieniony czw 30 mar, 2006 przez kasienka, łącznie zmieniany 1 raz.

Ania D.
Posty: 1415
Rejestracja: śr 10 mar, 2004
Lokalizacja: stąd

Post autor: Ania D. » czw 30 mar, 2006

Dla Was też :D
Sama wiesz, że jak się ma różne doświadczenia w życiu, to inaczej się patrzy na wiele spraw. A szkoła samodzielności jest najlepszą nauką.
Pozdrawiam
Ania

klaudia7
Posty: 26
Rejestracja: czw 15 cze, 2006
Lokalizacja: brzesko
Kontakt:

Post autor: klaudia7 » pt 16 cze, 2006

ja mam za dwa miesiące obóz 10-dniowy.. odrazu dodam, że jestem vegan. Mam nadzieję, że nie będzie z tego takiej afery, jaką zrobiła wychowawczyni przed wycieczką na noc (do kopalni soli w Bochni) przy klasie, kiedy spytałam, czy mogę płacić bez kolacji (nie mówiłam o moim weganizmie)... . Dodam, że cukru białego i chleba na zakwasie też nie jadam, a kolacja miała się właśnie na chlebie opierać i dodatkach (ser żółty, dżem słodzony cukrem, szynka, kawałek pomidora, margaryny, pasztet). I co ona na to? na początek nic specjalnego, nie zrobiła mi żadnej uwagi, ale powiedziała, że na jedzenie i tak muszę zapłacić :? Na drugi dzień, jak mieliśmy z nią lekcję, przez 15 minut prawiła mi o tym, że (nie pamiętam już dokładnie, mogę coś trochę pokręcić, treść mniej-więcej podobna) że jakaś rozpieszczona jestem, że może i jem w domu jakieś krewetki, jakieś niewiadomo co i po prostu taki kaprys mam, że kolacji nie zjem (bo mi kanapki nie odpowiadają :roll: ). Mówiła jeszcze, że przez 30 lat pracy w tej szkole zdarzali się podobni, i zazwyczaj okazywało się, że w domu nie jedzą nic "nadzwyczajnego") No, powiedz nam, co ty takiego w domu jesz, że ci chleb z serem nie odpowiada? Przecież nawet, kiedy ktoś nie je mięsa, to może zjeść ser, a jak już kompletnie nic, to kanapki z dżemem :x Nie mówiłam nic, no bo co można wtedy powiedzieć? [swoją drogą, fajnie by to brzmiało: -co ty w domu jesz? jakieś krewetki? owoce morza? (w sensie, że nie wiadomo, co, jakieś "rarytasy", co nikt w klasie nie je) - nie, proszę pani, w domu ja jem raczej kasze, owoce i warzywa 8)]
Jak przyszło do wycieczki, to wzięłam z plecaka kanapkę z razowego chleba z dżemem, usiadłam przy stoliku razem z innymi, herbatę tylko wzięłam (za te całe dziesięć złotych, które musiałam płacić), nie słodzoną i podczas gdy inni jedli kanapki z dżemem, które mi nie odpowiadały, ja wtedy jadłam swoje, też z dżemem :mrgreen:. A dwa stoliki dalej wychowawczyni tak się na mnie (zwłaszcza na początku) patrzyła :mrgreen: najlepsze jest to, że nikomu to nie przeszkadza, nawet dziewczyny z ciekawości pytały mi się, co ja w domu jem. Jak zaczęłam opowiadać o zupie brokułowej z zieloną soczewicą, to już więcej się tak nie pytały :lol: Zresztą, ja w ogóle znana jestem w klasie z suszonych bananów i świeżych też :wink: no, i bakalii różnych, które mam zawsze na wycieczkach :D
"Czasem prawda wychodzi na jaw, chociaż nikt jej nie szukał." - Menander (342-291 p.n.e.)

neoaferatu
Posty: 622
Rejestracja: pn 08 maja, 2006
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: neoaferatu » ndz 25 cze, 2006

Klaudia, ja nigdy nie słodziłam napojów, czasem zdarzało mi się w celach leczniczych jeść miód, ale to inna bajka. W szpitalach położniczych jedną z uciążliwszych spraw była herbata nasłodzona cukrem. Dla mnie to obrzydlistwo. Białej mąki też nie uznaję, tyle się mówi o zdrowym odżywianiu a wszyscy wokół mnie jedzą te obrzydliwe często zakonserwowane pieczywka. Moi rodzice niestety karmili mnie białą mąką i mlekiem, ale jakoś sama doszłam, że nie chcę tak jeść. Szkoda tylko że wokoło ludzie jedzą takie niezdrowe rzeczy, a ci sami często tyle mówią o zdrowym odżywianiu się.

Neo

ODPOWIEDZ