nawracać czy nie nawracać? oto jest pytanie

Powiedzmy to sobie szczerze: nie wszyscy ludzie są wegetarianami. Jak radzimy sobie w kontaktach z wszystkożernymi?
monistach
Posty: 34
Rejestracja: śr 18 sty, 2006
Lokalizacja: Kraków

nawracać czy nie nawracać? oto jest pytanie

Post autor: monistach » czw 26 sty, 2006

W wątku o mojej historii pojawił się nowy temat, który wart jest osobnego wątku. Mianowicie: jak ważne jest informowanie o wegetarianizmie i czy sami to robimy, czy sami "nawracamy" mięsożerców?

Proponuję przyjąć tu termin "nawracanie" w znaczeniu: "informowanie, propagowanie, zachęcanie".

Myślę, że ważniejsze od dywagacji teoretycznych są nasze autentyczne doświadczenia na tym polu. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale chyba każdy wegetarianin/weganin z dłuższym stażem przechodził różne etapy, począwszy od żarliwych i pełnych pasji prób zmieniania świata na lepsze i nawracania wszystkich napotkanych wszystkożerców, aż po... No właśnie - na jakim etapie jesteście teraz?

Awatar użytkownika
pao
Posty: 627
Rejestracja: śr 06 kwie, 2005
Lokalizacja: szczecin
Kontakt:

Post autor: pao » czw 26 sty, 2006

niegdyś przechodziłam ten etap ale już tego nie pamiętam...
wychodze z założenia że kazdy ma swoją drogę. jesli pytaja to odpowiadam, jesli chcą sprobować, wspieram, ale nie robię nic czego oni sami nie chcą. wychodzę z załozenia,z e dobry przyklad jest najlepszy i jak na razie się sprawdza i "popsułam" w ten sposób sporo ludzi ;)

Awatar użytkownika
Alispo
Posty: 1616
Rejestracja: ndz 21 wrz, 2003
Lokalizacja: Wroclaw
Kontakt:

Post autor: Alispo » czw 26 sty, 2006

ja za to i nawracaniem sporo osiagnelam :) ale jak juz pisalam nie moze byc to nawracanie agresywne-"jestes zly bo jesz scierwo" tylko "zobacz jakie to fajne byc vege"
no i troche zaluje ze nie wszyscy przechodza przez praktyki rzezne,ktore niektorych z mojego roku przekonaly...
go vegan ! animals are not ours to eat,wear,experiment on or use for entertainment !
Obrazek Obrazek

Awatar użytkownika
AGULA
Posty: 189
Rejestracja: pn 18 kwie, 2005
Lokalizacja: Jastrzębie Zdrój

Post autor: AGULA » czw 26 sty, 2006

Wypowiem się niejako po raz drugi - od jakiegoś czasu nie nawracam, ale przy okazji pytań o mój wegetarianizm staram się jak najlepiej potrafię przedstawiać negatywne strony jedzenia mięsa -od etyki po zdrowie. nigdy nie bywam w tym nachalna - przedstawiam po prostu swój punkt widzenia wraz z argumentami, bo wydaje mi się, że to bardziej może ruszyć niż atakowanie kogoś za jedzenie mięsa.Czasem jednak wydaje mi sie, że to za mało...

Posty: 2380
Rejestracja: pt 07 sty, 2005
Lokalizacja: op
Kontakt:

Post autor: » czw 26 sty, 2006

u mnie chyba nie ma etapów. Razem z mężem należymy do grona prześmiewców, wiec zawsez wszystko traktujemy z przymróżeniem oka i jak już to robimy sobie jaja z mięsożerców. Ale jeśli coś wynika z sytuacji to informujemy niedoinformowanych np. o szkodliwości mięsa, bądź też o realiach chodowlano-rzeźniczych. Dla nas nie ma terminu "mięsko", to poprostu zwłoki

monistach
Posty: 34
Rejestracja: śr 18 sty, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: monistach » czw 26 sty, 2006

No właśnie, tak jak zastanawia się AGULA, czy nie spoczywa na nas pewien rodzaj odpowiedzialności, jednak. Czy to, że sami nie jemy i "świecimy przykładem" wystarczy? No, i oczywiście pomnażamy wegetariański ród :wink: Ale chciałam się dowiedzieć, czy macie takie doświadczenia, które dowodzą, że np. nie ma sensu próbować kogokolwiek przekabacać, bo każdy musi sam dojrzeć do tego, czy może jednak warto się starać, bo to przynosi efekty? I jeśli tak, to w jaki sposób wpływać na ludzi?

Ja mam takie doświadczenia, że kiedy udawało mi się przeprowadzić kulturalną dyskuję na rzeczowe,a nie emocjonalne argumenty, a moim zdaniem, wegetariańskie klasyczne argumenty są nie do pobicia, ostatnim argumentem wszystkożercy było: "No tak, w sumie może masz rację, ale JA PO PROSTU LUBIĘ SMAK MIĘSA". I koniec dyskusji. Być może błędem było to, że starałam się jednak uzyskać pewien efekt, mianowicie przekabacić rozmówcę w czasie dyskusji - a nikt nie lubi być przyciskany do muru i chce zachować swoja integralność i godność. Oczywiście, że moje argumenty były świetne, ale rozmówca jakoś musiał się "ratować".

Natomiast, zdarzyło się, dwa czy trzy razy, że wykorzystałam temat wegetarianizmu do typowej dyskusji "za i przeciw" przy okazji uczenia angielskiego (prostym językiem, na nie za wysokim poziomie) i wtedy nie zależało mi na tym, by rozmówcę przekonać, a jedynie, by przedstawił argumenty za i przeciw (ja zwykle pomagałam przy tych pierwszych, ale neutralnie). I okazało się, że tych paru młodych ludzi zabrało ten temat do domu, przemyślało i ... po jakimś czasie zameldowało mi, że już nie jedzą mięsa. Nie wiem, czy nadal, bo straciłam kontakt, ale na pewno spróbowali.

Być może więc nie warto nawet zachęcać (o zmuszaniu nie wspomnę), ale informować ?

A czy macie jakieś pozytywne skutki jakiejś innej "terapii wstrząsowej" oprócz wizyty w rzeźni?

Awatar użytkownika
Alispo
Posty: 1616
Rejestracja: ndz 21 wrz, 2003
Lokalizacja: Wroclaw
Kontakt:

Post autor: Alispo » czw 26 sty, 2006

takie madre zachecanie to wlasnie przez informowanie-czemu wege itd.,lepsza jest propaganda pozytywna"wege jest fajne,warto sprobowac"niz"jak wy mozecie to mieso jesc"i w ogole i glosniej o wege tym lepiej,jak po prostu cos sie dzieje,wege zaczyna byc normalna rzecza,a nie "dla wybrancow",trzeba ludzi zainteresowac tematem,pokazac rozne strony,to o czym piszesz,ze miesozerca zawsze na koncu odpowiada swoje to nic niezwyklego-po prostu tak czy siak musi sie jakos bronic;)malo kto ci powie-tak,bylem glupi i nie rozumialem;)a co z tego wykladu mu zostanie to juz roznie bywa...
na pewno nic na sile,nie zniechecac..bardziej delikatnie polecac:)
na wycieczke do rzezni nie jest latwo sie zalapac;)ja bym sie chetnie podzielila z kims moimi wycieczkami licznymi :roll:
go vegan ! animals are not ours to eat,wear,experiment on or use for entertainment !
Obrazek Obrazek

Awatar użytkownika
pepper
Posty: 1319
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Kells, Irlandia
Kontakt:

Post autor: pepper » czw 26 sty, 2006

Nie dla nas nawracanie, raczej pokazywanie jak to robić. Po kilku latach moja teściowa zerwała z nałogiem :)

Awatar użytkownika
agus
Posty: 574
Rejestracja: sob 04 paź, 2003
Lokalizacja: Biała Podlaska/Southampton
Kontakt:

Post autor: agus » pt 27 sty, 2006

My już dawno przestaliśmy "nawracać". Teraz ograniczamy się do odpowiedzi na konkretne pytania. Gdy wyczuję, że ktoś pyta, by mieć okazję postukać się na mój temat w głowę, to nie podejmuję wątku.
Jeśli chodzi o terapie szokowe, to w dzieciństwie raz lub dwa razy w roku przeżywałam świniobicie na własnym podwórku, a potem cały proces przygotowywania mięs. Mózg człowieka potrafi dokonywać przedziwnych akrobacji, bo mimo, że to było przeżycie traumatyczne (do dziś nie mogę o tym myśleć), to jednak potrafiłam je oddzielić od zgrabnego walca wędliny na stole.
Znam dwie osoby, które po wizycie w rzeźni lub pracy w zakładzie mięsnym, rzuciły mięso. Niestety, tylko do czasu, aż siła obrazu osłabła.

dżo
Posty: 806
Rejestracja: wt 09 gru, 2003
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: dżo » pt 27 sty, 2006

agus pisze:Mózg człowieka potrafi dokonywać przedziwnych akrobacji, bo mimo, że to było przeżycie traumatyczne (do dziś nie mogę o tym myśleć), to jednak potrafiłam je oddzielić od zgrabnego walca wędliny na stole.

Uważam, że w tym jest cały problem większości osób jedzących zwierzęta. Oni nie widzą w szynce czegoś co żyło tylko smaczną przekąskę. U mnie było podobnie zanim zostałam wege, traktowałam potrawy i przetwory mięsne jako pożywienie i nie zastanawiałam się nad tym, że ta szynka kiedyś żyła i oddychała (mimo podobnych doświadczeń jak Agus- świniobicie i kurobicie były u babci na porządku dziennym). Dlatego trzeba ludziom o tym mówić ale nie nachalnie, ja odpowiadam na pytania i nie jem zwierząt - dla niektórych to wystarcza aby się zastanowić i coś zmienić w swoim menu, a dla innych pozostają litościwe uśmiechy. Ludziom jest wygodnie jeść i nie myśleć skąd to jedzenie się wzięło.

monistach
Posty: 34
Rejestracja: śr 18 sty, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: monistach » pt 27 sty, 2006

Pepper - o takie doświadczenia mi właśnie chodzi - jak sądzisz, dlaczego teściowa przestała jeść mięso? czy spodziewałeś się tego, gdy ją poznałeś? czy na początku była zatwardziałym mięsożercą, który 'nie wyobraża sobie jak można nie jeść mięsa'? czy zauważyła u Was jakieś konkretne korzyści i sama też ich zapragnęła? czy też może cieszycie się u niej tak wielkim autorytetem?

Awatar użytkownika
Alispo
Posty: 1616
Rejestracja: ndz 21 wrz, 2003
Lokalizacja: Wroclaw
Kontakt:

Post autor: Alispo » pt 27 sty, 2006

My już dawno przestaliśmy "nawracać".


tak czesto sie spotykam z takimi stwierdzeniami..z czego one wynikaja?z tego,ze z czasem juz sie nie chce,z niezadowolenia z efektow nawracania,z braku "poweru"do dzialan?
Ja wierze w sile moze nie nawracania,bo to zle slowo,ale informacji,propagandy..mam nadzieje,ze nigdy mi nie przejdzie :wink: /co innego uznanie ze to nie dziala itp a co innego "juz mi sie nie chce",nie mam czasu itp./
go vegan ! animals are not ours to eat,wear,experiment on or use for entertainment !
Obrazek Obrazek

monistach
Posty: 34
Rejestracja: śr 18 sty, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: monistach » pt 27 sty, 2006

Myślę, że aktywna postawa jest super, bo działanie w tej dziedzinie jest potrzebne.
Wydaje mi się, że Alispo taka właśnie postawa bardzo pasuje i pewnie dobrze się w niej sprawdza. Inni wybrali postawę bardziej bierną - mnie też interesuje - dlaczego wybieramy tak a nie inaczej. Nie sądzę, że dlatego, że już "mi się nie chce".

Awatar użytkownika
pepper
Posty: 1319
Rejestracja: sob 20 wrz, 2003
Lokalizacja: Kells, Irlandia
Kontakt:

Post autor: pepper » pt 27 sty, 2006

Nie wiem, dlaczego teściowa przestała jeść mięso, skończyła z tym kilka lat temu i na pewno w jakiś sposób za naszym przykładem. Zobaczyła, że dzieci zdrowe, że potrawy smaczne i różnorodne, nie wiem, czy teraz w niej jest jakiś wstręt do mięsa, czy też współczucie. Kiedy ją poznałem, jakieś 17 lat temu to była już przyzwyczajona do jadłospisu swojej córki, nie było w tym temacie żadnych oporów, czy awantur. Ale fakt, nie sądziłem, że kiedyś sama się zmieni w taki sposób.

Gość

Post autor: Gość » pt 27 sty, 2006

ja doszłam do etapu, ze na wege nie nawracam, nie przekonję, choć osoby, które znaja moja dietę często o cos podpytają.
Ostatnio odbywam rozmowy ze znajomymi, którzy dość często podają dzieciom antybiotyki z racji angin, zapaleń: oskrzeli, uszu, stawów itp) i nie wyobrażają sobie jedzenia z ograniczeniami, które wskazuję, bo dieta przedszkolna, nawyki, nawał pracy itp.i Powiem tyle - zamykam buzię i ktoś musi zacząć rozmawiać ze mną, podpytywać żebym udzielała informacji. Zazyczaj jak wychodzę z inicjatywą (a staram sie gotować i przestrzegać 5 przemian więc znawcy tematu wiedza o co chodzi) patrzą na mnie jak na odmieńca - chyba jeszcze gorszego niż czysta opcja wegetariańska.
Powoli staram się nie mówić, nie doradzać, wychodząc z założenia, że jeśli ktoś jest naprawdę despeado (np z powodu alergii dziecka) zacznie pytać.

ODPOWIEDZ