szantaż emocjonalny

Powiedzmy to sobie szczerze: nie wszyscy ludzie są wegetarianami. Jak radzimy sobie w kontaktach z wszystkożernymi?
Awatar użytkownika
agus
Posty: 574
Rejestracja: sob 04 paź, 2003
Lokalizacja: Biała Podlaska/Southampton
Kontakt:

szantaż emocjonalny

Post autor: agus » wt 07 paź, 2003

Cieszę się, że ten dział powstał, gdyż mimo nabycia pewnej odporności wciąż borykam się z problemem obrony swojego stanowiska wśród innych. Przyznaję się, że poszłam częściowo na łatwiznę i unikam po prostu ludzi i miejsc, w których mogloby dojść do konfrontacji. Nie jestem jednak z tego zadowolona, bo przecież nasz sposób życia ma "iść do ludzi" a nie izolować od nich.
Dawno za mną te początki, kiedy nie bylam do końca pewna swoich racji i balam się - jednak będąc otoczona dezaprobatą zaczynam znów tracić pewność siebie i dopadają mnie wątpliwości: "czy aby NA PEWNO mam rację?..."
Moja mama bardzo umiejętnie i subtelnie potrafi wzbudzić we mnie poczucie winy, że mogę zaszkodzić Adzie. Jeśli zapominam o kontrolowaniu naszych wzajemnych relacji, to zaczynam w to wierzyć. Raz nawet orzekła kuriozalnie, że "odbieramy Adzie dzieciństwo" nie dając jej słodyczy.
Mam nadzieję, że jestem odosobniona w takich doświadczeniach... Piszcie, proszę, o swoich.

Awatar użytkownika
agus
Posty: 574
Rejestracja: sob 04 paź, 2003
Lokalizacja: Biała Podlaska/Southampton
Kontakt:

Post autor: agus » wt 07 paź, 2003

Zobaczyłam właśnie, że ten temat powinien raczej się znaleźć w dziale "dom rodzinny", ale może dotyczyć też innych osób, więc niech już zostanie tu.
Agnieszka

M&M
Posty: 103
Rejestracja: śr 17 gru, 2003
Lokalizacja: Wielkopolska ;-)

Post autor: M&M » czw 18 gru, 2003

Moja rodzina - a zwłaszcza mama - BARDZO często robi różne "delikatne" uwagi na temat tego co jem i czego nie jem. Moja mama również do perfekcji opanowała wzbudzanie we mnie poczucia winy, wyrzutów sumienia itp., np. w sprawie mojej ciąży i szkód jakie robię mojemu dziecku. Doszło do tego, że gdy ja mówię jej o opinii lek. rodzinnego i ginekologa (wszystko OK, wyniki zadziwiająco świetne, być może przydałoby się żelazo, ale niekoniecznie) ona mnie kontruje rewelacjami sojej DENTYSTKI (w wieku dośc sędziwym, co sugeruje też sędziwe poglądy), która roztacza tak czarne wizje tego co się dzieje z moim organizmem, że włos mi się jeży na głowie. Niestety wątpliwości mam wciąz - zwłaszcza, że teraz nie chodzi tylko o mnie. Mój mąż - choć mięsożerca okropny - nigdy mnie w ten sposób nie atakuje, choć czasem mówi o swoich wątpliwościach. (Nie dziwię mu się wcale, skoro sama je mam.)

Niełatwe jest życie początkującej mamy... :(

Marysia

problemy z rodzina

Post autor: Marysia » wt 13 kwie, 2004

Witam,
Ja i mój mąż też niestety mamy problem z wszystkożerną rodziną. Nasze mamy falami przypominają sobie, że robimy sobie i dziecku tę straszną krzywdę - nie jemy mięsa. Słyszeliśmy już, że dziecko jest opóźnione w rozwoju, ma niedobory i "puchnie", staje się agresywne. Prawda jest jednak taka, że Marcinek (nasz synek) rozwija się bez zarzutu fizycznie i psychicznie.
Każde przeziębienie, katar czy inny drobny problem zdrowotny (bo poważnych na szczęście nie miewamy) traktowany jest jako skutek nie jedzenia mięsa - zupełnie tak, jakby wszystkożercy się nie przeziębiali...
No cóż... Przykro nam z tego powodu, ale obawiam się, że postawy rodziców są niezmienne - ich poglądy na kwestie jedzenia i wychowywania dzieci muszą w ich przekonaniu być "słuszne". Jak inaczej usprawiedliwiliby stosowanie ich przez tak długi czas często WBREW sobie? Przecież to ich zmuszano w dzieciństwie do jedzenia pokarmów, na które nie mieli ochoty (często mięsa), to nasze mamy zachęcano do karmienia butelką (bo przecież mleko matki może być niepełnowartościowe) itp. Nasze poglądy stanowią zagrożenie dla ich stabilności emocjonalnej, bo skoro my możemy to robić, to czemu oni (nasi rodzice) tyle czasu poświęcili na przekonywanie samych siebie, że tak nie wolno?...
Pozdrawiam,
Marysia

Ania D.
Posty: 1415
Rejestracja: śr 10 mar, 2004
Lokalizacja: stąd

Post autor: Ania D. » śr 14 kwie, 2004

Ja jestem trochę pod "ochroną". Nie mieszkamy z rodzicami, więc na co dzień nie widzą jak jemy. Czasem zdarza się, że mama zaczyna mnie atakować (trudno jej było przyjąć to, że przeszlliśmy na weganizm i - o zgrozo - nie jemy jajek). Staram sie kłaść nacisk na to w rozmowie, że dlaczego mam zrezygnować z mojego sposobu odżywiania jak doskonale się czuję, mam dobre wyniki badań, nic się nie dzieje. To tylko dla mojego zdrowia. Zwykle przynosimy swoje jedzenie do rodziców lub ewentualnie gotujemy coś prostego u nich (podobnie jest z ciastami, które robię bez cukru - z domu, lub piekę u nich). Staramy się z mężem, by na wspólnych obiadach nasze talerze wyglądały atrakcyjnie, by nie były to tylko ziemniaki i jakaś surówka, ale też atrakcyjny kotlecik.
Staram się nie podjemować rozważań na temat słuszności lub nie naszej drogi. Kładę nacisk na to, by dowodem było smaczne, atrakcyjne jedzonko, nasze dobre samopoczucie, nasz dobry nastrój, chęć do życia, ruchu itd. To przemawia często silniej niż najcięższe argumenty (myślę tu o mojej mamie).
Teściów mam na drugim końcu Polski. Są kochani, ale z powodu naszego weganizmu (oni nie wiedzą, że jesteśmy weganami, myślą, że dalej wegetarianami) byłoby mi b. ciężko z nimi żyć. Na początkuk często mówili, że powinnam chociaż rosołek pić oraz, że jeśli dziecko będzie chore, to oni mi tego nie wybaczą. Ja nie podejmowałam dyskusji, teraz to ucichło.
Mój koronny argument jest więc zawsze taki: gdy ktoś mocno mnie atakuje, że powinnam, muszę itd. to mówię, że tyle lat nie jadłam mięsa, a doskonale się czuję, nic mi nie dolega, więc będę tak szła dalej. I tyle.

Awatar użytkownika
yetta
Posty: 242
Rejestracja: czw 15 sty, 2004
Lokalizacja: kraków
Kontakt:

Post autor: yetta » czw 29 kwie, 2004

Gdy patrze na dzieci znajomych ktorych mleczne zeby sa w strasznym stanie 8O to wiem ze napewno krzywdy dziecku nie zrobie ograniczajac cukier w diecie!!!!!!!
Moja mama nadal ma zapędy i mówi "nie rozumiem dlaczego nie zjesz ani kawałeczka mięska chociaz raz na jakiś czas" (a nie jem mięsa już od 8 lat). :?
Ludzie wokół mnie do tej pory robią wielkieeee 8O oczy gdy słyszą że nie jem mięsa!
Wielu gdy zobaczyło zuzię pierwszy raz było w szoku że ona jest taka ...... normalna i wszystko ma ...... na swoim miejscu! :? Ciemnota ludzka nie zna granic!!!!!!! :D
<B>GŁÓD NA ZIEMI NIE JEST PRZEJAWEM BRAKU ŻYWNOŚCI TYLKO OZNAKĄ BRAKU SPRAWIEDLIWOŚCI.</B><BR>
Polska Strona Głodu - kliknij raz dziennie</I></FONT> --->>>
http://www.pajacyk.pl/

Awatar użytkownika
Kinia
Posty: 250
Rejestracja: wt 13 sty, 2004
Lokalizacja: Z Trójmiasta

Post autor: Kinia » pt 30 kwie, 2004

Przyznaję się, że poszłam częściowo na łatwiznę i unikam po prostu ludzi i miejsc, w których mogloby dojść do konfrontacji. Nie jestem jednak z tego zadowolona, bo przecież nasz sposób życia ma "iść do ludzi" a nie izolować od nich.

Wiesz też stram się unika takich sytuacji, po prostu nie chce mi sie wszystkim tłumaczyć dlaczego, jak i co właściwie jem itp. ale rowniez dlatego, ż eczasem mi poprostu głupio się wyróżniać. Wiem, ż eto idiotyczne ale nie umiem sobie z tym radzić.Teraz bedzie najgorzej bo mam 3 dniową wycieczkę z klasą....

Awatar użytkownika
yetta
Posty: 242
Rejestracja: czw 15 sty, 2004
Lokalizacja: kraków
Kontakt:

Post autor: yetta » pt 30 kwie, 2004

Kinia pisze:
czasem mi poprostu głupio się wyróżniać. Wiem, że to idiotyczne ale nie umiem sobie z tym radzić.Teraz bedzie najgorzej bo mam 3 dniową wycieczkę z klasą....


Kinia głowa do góry ... bądź po prostu sobą i nie przejmuj się! :D To zaden wstyd byc wege! Jesli będzie ci z tym głupio to kiedys się złamiesz! 8O
Na wycieczce siesz się wycieczką a nie przejmuj czy aby przypadkiem ktoś cię o coś nie zapyta! Jak zapyta to mu po prostu odpowiedz, że każdy je to co chce i koniec!
Życzę powodzenia! I udanej wycieczki!!!!!!! :D
<B>GŁÓD NA ZIEMI NIE JEST PRZEJAWEM BRAKU ŻYWNOŚCI TYLKO OZNAKĄ BRAKU SPRAWIEDLIWOŚCI.</B><BR>
Polska Strona Głodu - kliknij raz dziennie</I></FONT> --->>>
http://www.pajacyk.pl/

Awatar użytkownika
Kinia
Posty: 250
Rejestracja: wt 13 sty, 2004
Lokalizacja: Z Trójmiasta

Post autor: Kinia » pt 30 kwie, 2004

Dzięki ale chyba będę musiała po prostu powiedzieć bo to bedą trzy dni ale masz racje to żaden wstyd :)

Awatar użytkownika
da_sas
Posty: 36
Rejestracja: wt 15 cze, 2004
Lokalizacja: Beleriand
Kontakt:

Post autor: da_sas » sob 19 cze, 2004

Ja odpowiadam różnie w różnych sytuacjach: jeśłi trza szybkiego argumentu i nie ma sposobności (lub chęci) aby wnikać w szczegóły mówię: nie jem tego i proszę, uszanuj to, albowiem ja szanuję to że ty jesz to co jesz.
Natomiast gdy trza poważnej argumentacji, to mówię o przewlekłych i nigdyniekończących się dolegliwościach, które zniknęły odkąd jeść mięso przestałem i uregulowałem dietę.

adriane
Posty: 415
Rejestracja: wt 13 sty, 2004
Lokalizacja: Irlandia

Post autor: adriane » wt 22 cze, 2004

Co do tych teściów czy rodziców drżących o zdrowie wege - wnuka, to nie martwcie się, im to przejdzie, po paru...latach :) U nas trwało to mniej więcej 4-5 lat, a dzisiaj już nie występuje. Czasem tylko teściowie jakiś artykulik podrzucą, żebyśmy sobie poczytali, ale żadnych dyskusji na temat szkodliwości wegetarianizmu już nie ma. A moja mama też jest wege. Od ponad 10 lat!

Awatar użytkownika
Azja
Posty: 125
Rejestracja: czw 27 lis, 2003
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Post autor: Azja » sob 03 lip, 2004

Taaak... czasem ciężko było, ale tylko wtedy, gdy staraliśmy się walczyć. Jak byliśmy na luzie, to spoko. To nasze nastawienie (strach, agresja) jest odbierane na platformie mentalnej przez innych i ...resztę znacie.

Awatar użytkownika
arete
Posty: 213
Rejestracja: wt 15 cze, 2004
Lokalizacja: Lublin

Post autor: arete » czw 11 lis, 2004

Ja też miałam wycieczkowy chrzest bojowy, w Trójmieście właśnie. Moja klasa wiedziała o mojej dietetycznej odmienności, nigdy tego nie ukrywałam, nie wstydziłam się, a nawet cieszyłam się, że dzieciaki mogą się również przeze mnie spotykać z innością i uczyć tolerancji. W ośrodku gdzie mieliśmy pomieszkiwać i się stołować maiłam mieć zamówione wegańskie posiłki. Jednak zatrzymaliśmy się gdzie indziej i nie dane mi było się przekonać co tamtejsi kucharze rozumieją pod słowem 'wegański'. W tym drugim miejscu, jak dowiedziano się, że nie jem mięsa, podano mi jajko sadzone i ziemniaki obficie polane tłuszczem z mięsiwa, które zajadała reszta. Poprosiłam więc o same ziemniaki i zjadłam je z pomidorami i ogórkami. Następnego dnia panie kucharki się postarały i zamówiły spacjalnie dla mnie pierogi z serem. I choć na co dzień posiłki jadam wegańskie, doceniołam ich gest i zjadłam, choć bez śmiatany. Trzeci dzień zaś świadczył o tym, że panie kucharki zrozumiały - przygotowały przepyszne kotleciki z selera, których wszyscy mięsożercy mi zazdrościli!
Dzieciaki były cudownie wspierające, nawet rodzice poprzez swoje pociechy przekazywali mi "abym się trzymała z jedzeniem". Wiele osób podążyło też moimi śladami do Greenwaya i twierdzili, że jedzenie było smaczne :).
<img src="http://tickers.baby-gaga.com/p/dev339pr___.png" width=418 height=92>

Awatar użytkownika
honey
Posty: 494
Rejestracja: ndz 22 sie, 2004
Lokalizacja: ham-eryka land
Kontakt:

Post autor: honey » czw 11 lis, 2004

moi rodzice maja porownanie miedzy moim dzieckiem a dzieckiem mojego brata...
syn mojego brata urodzil sie z jakims tam szmerem na secu...nie znam fachowej nazwy...
plus ma bardzo zly wzrok...a ma lat 6 dopiero...byl leczony rowniez ze wzgledu na zeza..plus..z powodu tego ze zbyt szybko sie rozwija bo jest duzym..wysokim chlopcem..nie jest gruby..po prostu duzy.... ma prablemy z koscmi i miesniami ktore nie nadazaja ze wzrostem w takim samym tepie jak reszta jego ciala... bola go z tego wzgledu czesto nogi ..i to naprwde bola..lekarz zabranil dziecku jazdy na rowerze i biegania...plus jest nadpobudliwy ..ale to juz kwestia wychowania a raczej zlego wychowania przez zone mojego brata.uffff duzo jak na jednego malego chlopca
i teraz nasze dziecko ( tak mysle i mi mowia 8) mimo ze nie stosujemy szczegolnie dyscypliny bo w nia nie wierzymy....kompletny brak problemow zdrowotnych...dodam dla pogorszenia humoru niektorych rodzicow ze nie zabraniamy mu jesc slodyczy i ma piekne zeby tak jak ja zreszta... wiec moi rodzice ,a tym bardziej mojego meza slowem nie wspomna ze jest cos niewlasciwego w sposobie naszego zycia...
Obrazek

groszek
Posty: 60
Rejestracja: czw 04 lis, 2004
Lokalizacja: Kolonia

Post autor: groszek » czw 11 lis, 2004

Sorry honey, ale to troche nie fair.
Szmery w sercu, jak i wiele innych problemow zdrowotnych po prostu sie dziedziczy. I nie ma tu wielkiego powodu do dumy, ze Twoje dziecko nie choruje - oczywiscie oby tak dalej, tyle za na pewne sprawy nie mamy wplywu. Znam przyklady osob bardzo dbajacych o zdrowie, a jednak chorujacych, podobnie jak totalnie "olewajacych" zdrowie i zdrowych jak rydze:). To tez geny - wiem, ze upraszczam sprawe.
Troche to nieprzyjemnie brzmi - my jestesmy cacy, a wy-prosze: jakie macie chore dziecko. Troche sie zbulwersowalam :twisted:
Maz mojej siostry nigdy nie musial leczyc zebow - sliczne i zdrowe, a nie zauwazylam, zeby non stop biegal ze szczoteczka. A moja siostra bardzo sie stara i przy kazdej wizycie ma jakies wypelnienie. To tez pewnie uwarunkowania genetyczne.
A ze slodyczami u dziecka naprawde trzeba uwazac - i tu moga tez dobre geny nie pomoc. Osobiscie widzialam jakie spustoszenia poczynily kakao, mleko skondensowane itp. w uzebieniu 6-o letniej dziewczynki - to wolalo o pomste do nieba.

Pozdrawiam

ODPOWIEDZ