Jak przekonać teściową???

Powiedzmy to sobie szczerze: nie wszyscy ludzie są wegetarianami. Jak radzimy sobie w kontaktach z wszystkożernymi?
Lilka
Posty: 129
Rejestracja: czw 23 lut, 2006
Lokalizacja: W-wa
Kontakt:

Jak przekonać teściową???

Post autor: Lilka » ndz 04 cze, 2006

Moja mama jest bardzo tolerancyjna i ufam jej całkowicie, ze uszanuje mój wybór i nie poda Jaśmince mięsa. Ale teściowa to niestety zupełnie odrębna historia. Chociaż tłumaczyliśmy jej wielokrotnie, pokazywałam tabele wartości odżywczych porównując mięso z innymi rzeczami, podtykałam pod nos artykuły to wydaje się jakby te informacje jednym uchem jej wpadały a drugim wypadały, a w głowie cały czas ma to samo (np. 'kasze zamulają' i co ja to dziecko tak pasę kaszami ciągle) i ręce opadają jak po raz kolejny wyjeżdza z historią "a moja koleżanka ma w rodzinie dziecko wegetariańskie, które okazało się upośledzone"...
Problem polega na tym, że teściowa mieszka w bloku obok i Jaśminka często zostaje z nią sam na sam, a ja jej po prostu w takiej sytuacji nie mogę zaufać, ze nie będize próbowała przemycic małej mięsa, chociaż ona zarzeka się, że absolutnie nie, bo przecież nie zrobiłaby nic wbrew nam.
Czy jedyną opcją jest nie zostawianie Jaśminki pod opieką babci? (bo dla mnie dramatem byłoby gdybym zorientowała się, że moje obawy się potwierdziły i absolutnie nie widzę możliwości przymykania na to oczu...).

PS. Jak rozpoznać, że dziecko mogło zjeśc coś z mięsem??

Pozdrawiam i z góry dziękuję za rady! :)

Awatar użytkownika
Ewa
Posty: 1014
Rejestracja: ndz 09 sty, 2005
Lokalizacja: Kiełczów/Wrocław
Kontakt:

Post autor: Ewa » ndz 04 cze, 2006

Lilka pisze:Czy jedyną opcją jest nie zostawianie Jaśminki pod opieką babci?

W przypadku moich teściów to zawsze była jedyna opcja i nie było problemu.
ObrazekObrazek

beata2802
Posty: 9
Rejestracja: sob 06 sty, 2007
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: beata2802 » pn 08 sty, 2007

Lilka pisze: Jak rozpoznać, że dziecko mogło zjeśc coś z mięsem??


Niedługo będziesz mogła zapytać Jaśminki, a narazie się nie przejmuj.
Moim zdaniem i tak kiedyś będzie chciała spróbowac jak to smakuje. Nie trzeba chyba robić z tego jakiejś wielkiej sprawy.

Może jak Jaśminka podrośnie to już sama będzie odmawiała jedzenia mięsa.
(A może nie. Nie wiadomo. Może się okazać, że woli jednak jeść mięso i uważam, ze wtedy trzeba dziecku na to pozwolić.)

Lilka
Posty: 129
Rejestracja: czw 23 lut, 2006
Lokalizacja: W-wa
Kontakt:

Post autor: Lilka » pn 08 sty, 2007

Tak, ale chcialabym zeby to jej próbowanie było świadome, żeby rozumiała dlaczego my nie jemy i wtedy nie mam nic przeciwko, jeśli chciałaby spróbować. Teraz jednak jest wciąż za mała, zeby zrozumieć co dostaje do jedzenia. To, że dziecko chce próbować jeść np. piasek czy śnieg nei znaczy, że mamy pozwolić mu próbować, prawda?

Na razie nie mam podstaw na szczęście żeby podejrzewac teściową, bo spędza czas z Jaśminka głównie u nas w domu, wiec nawet jak mnie nei ma, to wiem co jadła. Na przyszłość temat jest jednak nadal aktualny. Chociaż bardzo pocieszyła mnie znajoma, która ma 2.5 letnią wege córeczkę i ona już wie, że mięso jest be, bo to zwierzątka. I sama karci babcię, że to je. CIeszę się, że już tak niedługo Jaśminka będzie mogła zrozumiec o co chodzi i sama się bronić.
A jak jest u Was w rodzinach???

Humbak
Posty: 1171
Rejestracja: śr 02 sie, 2006

Post autor: Humbak » pn 08 sty, 2007

Lilka pisze:To, że dziecko chce próbować jeść np. piasek czy śnieg nei znaczy, że mamy pozwolić mu próbować, prawda?

A to jest właśnie pułapka myslenia, że organizm wie, czego potrzebuje. Ja pozwoliłam mojej córci posmakować mięsa, niestety, zasmakowało i jest to nadal argument za tym, żeby go jadła "bo dziecko wie, czego potrzebuje". A jeśli mowa jest o tym, że chory organizm nie potrafi rozróżnić, co potrzebuje a czego nie no to tu już jest pole dla dewiacji, bo zawsze można powiedzieć, że jest chory wtedy, gdy zjada coś, co ideologicznie nam nie pasuje. Nie wiem, czy się jasno wyraziłam, ostatnio mam problemy z wysławianiem :wink:

W tej kwestii posłuchałabym intuicji - każde dziecko jest inne...

Coś mi się wydaje że ten temat był już na forum przerabiany w innych wątkach, chyba że się mylę, jak znajdę więcej czasu poszperam :)

alcia
Posty: 1749
Rejestracja: pt 28 paź, 2005
Lokalizacja: z www.bezkropkowiec.pl
Kontakt:

Post autor: alcia » wt 09 sty, 2007

Lilka pisze:A jak jest u Was w rodzinach???

Kaja na razie mówi, że mięso jest fuj, be - bez większego zrozumienia. Kiedyś (kilka m-cy temu) przegladałam przy niej gazetkę reklamowa jakiegoś marketu, spytała co to jest pokazując palcem na mięcho, tak odpowiedziałam od niechcenia, że to jest fuj... i zapamiętała. Powtarzam jej ostatnio czasem, że my nie jemy mięsa, kilka razy juz cos sama na ten temat mówiła. MOja rodzina nie dała by jej mięsa, choć prowokuja często nieprzyjemne sytuacje - podstawiają na imprezach rodzinnych talerze z wędlinami pod jej nos oczekując, że zechce to zjeść i będą mogli mi wytknąć, że nie mam prawa jej narzucać swoich poglądów...
Na razie nie doszło do czegos takiego i myślę, że to się nie wydarzy. Nam Kaja bardziej ufa.

Awatar użytkownika
pao
Posty: 627
Rejestracja: śr 06 kwie, 2005
Lokalizacja: szczecin
Kontakt:

Post autor: pao » wt 09 sty, 2007

moja Gabiśka jest już duża i miesa nie chce jeść. Sama zrezygnowała z ryb w wieku 3 i pół roku dając taki wykład paniom w przedszkolu, ze wszyscy byli zdziwieni <włącznie ze mna> Teraz jeśli ma wątliwości co do obiadu to odmawia jedzenia, stąd zawsze pokazuje jej co ma przygotowane, by nie było potem kłopotu w przedszkolu.

Co do rodziny to miałam obawy jesli chodzi o mojego tatę, bowiem był on przeciwny, choc raczej w dyskusje sie ze mną nie wdaje <tak, mam opinie osoby, której sie nie da przegadać ;) > Moje obawy rozwiała historia która opowiedziała mi mama <bo tata, rzecz jasna słowa nie powiedział> BYli u mojej siostry, Gabi z dziadkiem. Szwagier zlowił jakąś tam rybe i przygotowywał z niej obiad, który potem rodzinka zajadała. I tata mówi potem mamie: "no ale gabi nie dałem bo nie wiem czy może jeść". W tym momencie stwierdziłam, zę mój brak zaufania do taty był nieuzasadniony i oparty na obawach i stereotypie. Od tamtej pory nie miałam żadnych wątpliwości czy zostawiac ich razem bez nadzoru :) Z tym, ze tata nie potrafi zrozumieć czemu Gabi nie je slodyczy. Brak mięsa jakoś umiał zrozumiec, ale brak cukierków jest dla niego nie do przyjęcia...

Co do teściów to nie powiem bym miała zaufanie, ale z drugiej strony nie mam podstaw by go nie mieć. Zawsze nam przygotowuja posiłki jak należy i nawet jakoś przywykli do kupowania makaronów bezjajecznych zmysla o mnie :) teraz, gdy gabi ma 5 lat i własne zdanie <mocne i poparte wieloma argumentami> nie bała bym sie zostawić jej u teściów, wcześniej taka opcja w ogóle nie wchodziła w rachubę.

Cóz, ludzie się zmieniają :)

Ania D.
Posty: 1415
Rejestracja: śr 10 mar, 2004
Lokalizacja: stąd

Post autor: Ania D. » wt 09 sty, 2007

Ja nie mogę zostawić Pawełka z tatą, z mamą tak. Nie mam do niego zaufania, bo on robi tak, jak uważa, nie licząc z prośbami i zdaniem innych. Bardzo chciałabym zostawić ich samych, bo widzę, jak wazny dla taty jest kontakt z wnukiem. Po tym, jak dał małemu galaretkę (nie raz prosiłam i zaznaczałam, by niczego nie dawać pod naszą nieobecność) sprawa jest przesądzona. Dopóki Pawełek jest mniejszy nie będzie sam zostawał z dziadkiem.
Na pewno każdy jest inny i samemu trzeba ocenić, czy komuś możn ufać, czy nie.

majaja
Posty: 667
Rejestracja: czw 10 lut, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: majaja » wt 09 sty, 2007

Ja ze swoją mamą Mirona nie zostawię. Może mięsa by mu nie dała (podobna jest do taty Pao), ale słodycze dawane bez żadnego umiaru i klapsy rozdzielane bez najmniejszego przemyślenia przesądzają sprawę. Moja mama ma trudny charakter i dyskusje z nią są pozbawione większego sensu, jedyny sposób na nią to wyraźne zaznaczenie granic i ciągłe ich pilnowanie, niestety. Za to mam super teściową. Miron był u niej tydzień w wakacje. Zakazałam dawać cukier, przeżyć nie mogła jak to dziecko samą wodę ma pić, to robiła mu kompot na samych owocach, ale cukru nie dawała :).
Obrazek

alcia
Posty: 1749
Rejestracja: pt 28 paź, 2005
Lokalizacja: z www.bezkropkowiec.pl
Kontakt:

Post autor: alcia » wt 09 sty, 2007

majaja pisze:Za to mam super teściową

U mnie na odwrót :(
Już jak Kaja miała miesiąc, chciała jej wcisnąć kawałek czekolady do buzi. Kiedy zwracałam jej uwagę co Kaja dostaje, czego nie - słyszałam, że co jak tam wiem o dzieciach. Później zwracając się już do Kaji leżącej na jej rękach mówiła: nie będziemy słuchać głupiej mamy, co ona tam wie, itd itp
Eh, masakra. No i kontaktu ze sobą już nie mamy.

Lilka
Posty: 129
Rejestracja: czw 23 lut, 2006
Lokalizacja: W-wa
Kontakt:

Post autor: Lilka » wt 09 sty, 2007

Alcia, współczuję :(
Moja w sumie ma podobne podejście (mama niedobra, babcia cacy), tylko się hamuje... Ja dość ostro reaguję na jej zapędy, żeby nie było niedomównień i póki co jakoś nam się uklada.

Awatar użytkownika
DagaM
Posty: 585
Rejestracja: wt 25 paź, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: DagaM » wt 09 sty, 2007

Dlatego tez ja nie nastawiam sie na pomoc ze strony rodzicow czy tesciow, zreszta tesciowie nie byliby juz w stanie, bo sa schorowani (ciekawe dlaczego, prawda?). Natomiast moi rodzice sa z tych, ze oni zawsze wiedza najlepiej co jest dobre, nikt tak nie zrobi, nie zaplanuje, nie wysmysli jak oni. Na szczescie ze swoimi rodzicami widze sie dwa razy do roku, bo nie mieszkaja w Polsce, a tesciow terroryzuje :twisted: Moj maz jest bardzo lagodna osoba, w zwiazku z tym nie sa przyzwyczajeni do tak stanowczych zachowan jak moje, hi, hi.
Ostatnio tesc chcial mnie zmusic do popijania posilku herbata, kiedy ja w ogole nie pije herbaty (juz tyle razy mowilam) i nie popijam posilkow. Oczywiscie nie dalam sie :twisted:

alcia
Posty: 1749
Rejestracja: pt 28 paź, 2005
Lokalizacja: z www.bezkropkowiec.pl
Kontakt:

Post autor: alcia » wt 09 sty, 2007

DagaM pisze:moi rodzice sa z tych, ze oni zawsze wiedza najlepiej co jest dobre

Jak mój ojciec :)
Ale o dziwo przystopował przy Kaji. Tzn. komentarze słyszę nieustannie (że biedne dziecko itp., takie niby żartobliwe..) ale coraz rzadziej wyskakuje z różnymi problemami odnośnie karmienia Kaji. Chyba zrozumiał, że ważniejsze dla niego jest to by mieć z nią fajny kontakt, niż by na każdym kroku próbować udawadniać mi swoje racje i widywac ją przez to znacznie rzadziej. Ze słodyczami trochę im popuściłam - pozwalam by zjadła kawałek ciasta domowej roboty, czy czasem herbatnika. Ale kiedy zaczynają przeginać, proszę by wszystko schowali i (cierpiąc męki) słuchają :)

Dla teściowej z kolei kontakt z Kają nie był niestety wazniejszy. Wybrała wierność swoim przekonaniom m.in. zdrowotno-kulinarnym :wink:

malina
Posty: 1121
Rejestracja: śr 11 sty, 2006
Lokalizacja: gdansk
Kontakt:

Post autor: malina » wt 09 sty, 2007

Zuzia wie,ze ja,tata,wujek(moj brat) nie jemy miesa ale dziadek je.Mowi,ze mieso jest fuj.Na razie darowałam sobie tłumaczenie,ze to zwierzeta bo zupełnie tego nie rozumie,a jest bardzo wrazliwa i zaraz sie denerwujeNa szczescie miesa w domu moich rodzicow nie ma,pojawia sie sporadycznie - moj brat przestał jesc mieso ponad 15 lat temu,ja jakis czas pozniej i od tego czasu miesa w domu prawie nie było.W mojej rodzinie nie jestesmy wyjatkiem -moja kuzynka od strony ojca od kilku lat nie je miesa,jakis czas temu dołaczył do niej moj wujek;troje nastoletnich dzieci mojej kuzynki jest wege :D Takze nikogo juz nie dziwi nasza dieta.

O moja mame moge byc spokojna,jedyne zastrzezenie,ze co kilkanascie minut podtyka Zuzi cos do jedzenia.Na szczescie same zdrowe rzeczy wiec przymykam na to oko.Raz dziadek dał jej sprobowac drozdzowke bo bardzo go prosiła 'Zuzia tylko sprobuje,kawałeczek.O!Taki malutki!" i pokazywała na okruszki ale jej nie smakowało .Troche sie wkurzyłam bo wie dobrze,ze nie chce by jadła takie rzezcy ale juz wiecej dziadek jej nie dawał.Opowiedziała mi o tym sama i teraz mam ta swiadomosc,ze o wszystkim mi na szczescie powie.
Co do tesciow to sami nie zostaja z Zuza wiec wszystko jest pod kontrola.Uwazaja,ze nie dajac jej słodyczy,sokow itd odbieramy jej przyjemnosci itd.Z drugiej strony widza,ze wzrostemgoni swojego rok starszego kuzyna,nie choruje tak jak on,je wszystko co dostaje,jest radosna i pełna zycia.
Jak ma ochote na cos czego nie zna to zawsze patrzy najpierw na mnie czy jej pozwole.Jesli mowie,ze nie moze po prostu zostawia to i nie ma problemu.Ale jest tez cwana-jak bylismy na swieta u siostry Michała to jak chciala pic poszła za nia do kuchni i poprosiła o sok(od nas dostaje wode).Ona na to,ze nie wie czy moze jej dac czy my pozwolimy -Mała zaczeła ja zapewniac,ze tak,ze moze bo mama powie "tak,tak Zuzia moze soczek".Jak wypiła poszła znowu prosto do niej po dolewke :lol: ,nas zignorowała.
Malina&ZuObrazek

k.leee
Posty: 422
Rejestracja: czw 15 cze, 2006
Lokalizacja: stąd

Post autor: k.leee » śr 10 sty, 2007

Lilka pisze:chcialabym zeby to jej próbowanie było świadome


myślę podobnie dodałbym -...jeśli będzie chciała w ogóle próbować

Kuba był dzieckiem dużo rozumiejącym od małego i nie obawiałem się go zostawiać z rodzinką...
ale Milenka jest tak ciekawa świata, tak lubi wszystko próbować, że mogła by się urodzić w głowach moich rodziców myśl,że jak chce to trzeba jej dać bo inaczej robi się jej krzywdę
w związku z tym rozmowy z nimi są jeszcze przed nami
gdybym miał wątpliwości co do uczciwości np babci to aranżowałbym spotkania z wnukiem w naszej obecności

ODPOWIEDZ