Wielkanocne świeta

Powiedzmy to sobie szczerze: nie wszyscy ludzie są wegetarianami. Jak radzimy sobie w kontaktach z wszystkożernymi?
Humbak
Posty: 1171
Rejestracja: śr 02 sie, 2006

Post autor: Humbak » wt 10 kwie, 2007

Chyba koleżanki? Sama nie wiem...

Natalia nie jadła mięsa przez rok, wcześniej niestety jadła, więc po prostu wróciła... przez ponad rok było u nas dużo z tym zamieszania, w domu nie podawałam, u babci nie jadła, bo jest w wieku, w którym naśladuje mnie, ale kończyło się tym, że nie jadła prawie nic i podjadała kanapkami...
Nasza sytuacja jest trochę inna, bo nie była wegetarianką i nie nauczyłam jej jeść warzyw :oops: Przez miesiące nieinwazyjnie jej tłumaczyliśmy (gdy nadarzyła się okazja) co to mięso itd.
"Udało" nam się doprowadzić do tego, że odmawiała mięsa w przedszkolu (mają podawane je 1-2 razy na tydzień, poza tym jadłospis mają super i niemięsny) i odmawiała też u babci (sama, ja nic nie mówiłam), ale też odmawiała jedzenia, bo jej warzywa nie smakowały...

No i przełamałam się gdy hb spadła jej do 10,6. Była u koleżanki i spróbowała parówek. Sąsiad mi o tym powiedział, gdy przyszłam, powiedziałam, że to decyzja Natalii czy zje czy nie. Przyszłam z Natalią do domu i powiedziała mi na ucho, że ona chce jeść mięso. Powiedziałam jej, że może jeśli chce, ale musi nam o tym mówić, bo my nie jemy mięsa i nie kupujemy go. Jeśli chce je zjeść musi nam o tym powiedzieć, bo trzymać w lodówce nie będziemy. To było jakiś miesiąc temu. Wiem, że je mięso w przedszkolu i je te parówki - poprosiła o nie na święta...

nie wiem czy robię dobrze, ale wreszcie święta przygotowywałyśmy razem, pomagała mi, mieszała i - o dziwo - dopraszała się - mama daj spróbować nawet gdy było to warzywo. Nie jadła, ale próbowała. I nie uciekała z kuchni, ale dopytywała się, czy może mi pomóc.
Zobaczymy, jak to dalej się potoczy... sama nie wiem... nie rozmawiam na ten temat z moją mamą bo ją nerwy ponoszą nawet gdy rozmawiamy o drobiazgach w tym temacie - zmieniam temat albo urywam "jej pytaj czy zje". Np. mama proponowała na te święta, że nałoży mi i jej na jeden talerz i razem zjemy (wiadomo co). Zapytałam że to od niej zależy i głośno zapytałam "natalko chcesz mieć swój talerz czy wspólny ze mną" Natalia powiedziała że swój i było po kłopocie. Mama westchnęła i nic nie powiedziała. Dała mi tylko do spróbowania roladę mięsną, że taka dobra bo na winie. Spróbowałam, powiedziałam, że faktycznie wino zmienia smak i że cieszę się że jej wyszło. Na pytanie "to może zjesz" powiedziałam "dziękuję, wolę kotlety" i rozmowa się skończyła.

Ale Natalia mięso zjadła :roll: Nie komentuję. Po raz pierwszy sama upiekła babeczki i na tym się skupiałam. Jak bym wiedziała co mam robić... eh...

alcia
Posty: 1749
Rejestracja: pt 28 paź, 2005
Lokalizacja: z www.bezkropkowiec.pl
Kontakt:

Post autor: alcia » wt 10 kwie, 2007

U mnie jeszcze była taka sytuacja przy świątecznym stole, że aż mi się gorąco zrobiło....
Był obiad u babci; zupa- rosół.. Kaja uwielbia bulion warzywny z makaronem, czasem taki robimy, bo tez bardzo lubimy. Dostała talerz z samym makaronem - lubi sobie tak czasem poskubać. No i po jakiejś chwili pyta mnie (na szczęście cichutko, bo jakby rodzinka podłapała, to by się od razu rozhulało.... :roll: ): mamusiu, dlaczego ja nie mam zupki?
Odpowiedziałam, że ta jest z mięsa i na szczęście przyjęła do wiadomości i nie zaczęła o nią prosić...

Humbak
Posty: 1171
Rejestracja: śr 02 sie, 2006

Post autor: Humbak » wt 10 kwie, 2007

Na szczęście w przypadku 'prawdziwych' dzieci wegetarian :wink: problem jedzenia i niejedzenia mięsa odpada, bo jak widać z reguły wybierają one jedzonko bezmięsne.

Ale, Alciu, scena rozbrajająca, przyznaję... wspaniałą masz córeczkę

agnieszka
Posty: 1230
Rejestracja: wt 16 wrz, 2003
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: agnieszka » wt 10 kwie, 2007

U moich rodzców potrawy wege i nie wege stoja na jednym stole. Podobnie jak glutenowe i nie glutenowe.
W czasie świąt babcia była w 7 niebie. Ada w przeciwnieństwie do Wigilii i Bożego Narodzenia mogła zjeść znacznie więcej. Zjadła barszczyk czerwony z grzybkiem suszonym, duszone pieczarki (były sote), jajka (odczulałyśmy biorezonansem), sałatki z groszkiem i kukurydzą z puszki (wyszukałyśmy bez dodatku cukru), kilka truskawek (rozpusta babci). W niedzilę nie widząc objawów brzusznych zgodziłam sie nawet na mały kawałek piernika (mieszanka mąk i miód).
Przy stole była śmieszna sytuacja bo babcia wzieła w rękę talerz z pasztetem mięsnym pytając kto chce na co Ada odparła "moja mama, moja mama i w śmiech". Wszyscy się śmiali. Tradycyjnie stwierdzono, że dobrze wyprałam mózg dziecku.
Chlebek upiekałm bezglutenowy i choć jest inny w smaku moja mama stwierdziła, że jadalny - znaczy pochwała (te chrupkie zawsze rosły jej w ustach).

Dziadkowie cały czas mają mieszane uczucia co do sposobu żywienia Ady ale mimo wszystko szanują wybory jedzeniowe (najbardziej przykro dziadkowi z miodem)
Obrazek

ODPOWIEDZ